KOD im. Władysława Bartoszewskiego

Obyś żył w ciekawych czasach – to starożytne chińskie powiedzenie, czasem określane mianem klątwy, nabrało wymiaru słowa stającego się ciałem na przestrzeni mojego dorosłego życia.

Rocznik ’71 XX stulecia – choć minęło 27 lat doskonale pamiętam rok mojego wejścia w dorosłość. Traf chciał, że skończyłem 18 lat w roku pierwszych (kontraktowo) wolnych wyborów parlamentarnych w naszym kraju. Całkiem dobrze pamiętam także lata bezpośrednio ten moment poprzedzające – lata, gdy jako nastoletni smarkacz podnosiłem z ziemi ukradkowo rzucane w tłumie ulotki uświadamiające ludziom, że gdzieś tam istnieje inne, bo wolne, życie. Pamiętam czas upokarzającego stania w kolejce po paszport w wydziale paszportowym ówczesnej Milicji Obywatelskiej, ubiegania się o wizy, by móc powąchać zapach innego powietrza, i wielogodzinnego stania na granicach, za którymi była ta mityczna „ziemia obiecana”. Pamiętam też czas darów, gdy cukier, mąka i proszki do prania „Made in Germany” nikomu nie przeszkadzały i nikt nie namawiał do ich bojkotowania. Gdy — jako urodzony w lutym — w czerwcu 1989 oddawałem mój pierwszy w życiu wyborczy głos pomyślałem – oto wieje wiatr historii. Niech jego kierunek nie zmieni się już nigdy.

W słodkiej ułudzie stałości zmian przeżyłem ćwierćwiecze. Było różnie. Droga do „ziemi obiecanej” nie była usłana różami i w zasadzie cel nie został nigdy osiągnięty. Częściowo, i pewnie w znacznej mierze, dlatego że owa „ziemia obiecana” była tworem nieuświadomionego ideału. Jak bardzo od tego ideału odbiegającym – mogą powiedzieć tylko ci, którym dane było część swego życia w niej spędzić i stać się cząstką ludu pchającego często pod ostrą górę swój wózek doli i niedoli. A jednak ani przez chwilę na przestrzeni tych lat nie zdarzyło mi się usiąść w zadumie i powiedzieć sobie „komuno wróć”. Dlaczego? Bo zmieniły się kryteria normalności, bo — nawet jeśli z bólem i mozołem — zaczęliśmy się stawać częścią tej wspólnoty narodów i państw, które hołdują wspólnym wartościom, wykutym przez pokolenia ludzi dążących do tego, by więcej ich łączyło niż dzieliło, nie tylko na pierwszomajowych sztandarach. Bo zamknęliśmy za sobą drzwi tych sojuszy, które ciągnęły nas w otchłań politycznych uwikłań i rujnujących zobowiązań. Bo w końcu staliśmy się także tymi, którzy otwarli drzwi do nowej rzeczywistości dla dawnych towarzyszy niedoli minionego systemu.

A jednak, bańka mydlana pęka. Kończąc za chwilę 45 lat życia spostrzegam, że chińskie przekleństwo zaczyna coraz bardziej uwierać.

Żyję w czasach, gdy demokratycznie (tak… to jedno z naszych dziejowych osiągnięć) wybrana władza nazywa mnie „Polakiem gorszego sortu” tylko dlatego, że się z nią nie zgadzam i na nią nie głosowałem, mimo iż w demokratycznej pokorze chylę głowę i jako oczywisty przyjmuję fakt przejęcia przez nią sterów państwowej nawy.

Żyję w czasach, gdy jako obywatel znikąd nie będę mógł spodziewać się konstytucyjnej pomocy, bo ta demokratycznie wybrana władza w białych rękawiczkach (choć czy białych…? To kwestia dyskusji.) nakłada paraliżujący kaganiec na twarz jedynej instytucji stworzonej — jako esencja demokratycznego trójpodziału władzy — do tego, by obywatela chronić przed zakusami rozpędzonych polityków tworzących uregulowania łamiące prawa i porządek konstytucyjny państwa.

Żyję w czasach, gdy opłacane także z mojej kieszeni media publiczne stają się tubą propagandową władzy dzierżonej niepodzielnie w rękach jednej partii, a więc tubą propagandy partyjnej; a przecież ja do tej partii nie należę i nie chcę z nią mieć nic wspólnego.

Żyję w czasach, gdy władza pod pozorem koniecznego naprawienia zaniedbań swych poprzedników niczym kowal wykuwający w pośpiechu podkowę póki żelazo gorące, wykuwa przepisy, które umożliwią stałą i niekontrolowaną inwigilację społeczeństwa w Internecie.

Żyję w czasach, w których za chwilę prokurator generalny stanie się członkiem rządu, a prominentny (i swymi korzeniami działalności sięgający czasów mojej niepełnoletności, ale w imię wyższych celów obecnie rozgrzeszony z dawnych win) działacz partii rządzącej oświadcza wszem i wobec z mównicy parlamentarnej, że prokuratura nie musi być niezawisła.

Żyję w czasach, gdy kolejnym znakiem zapytania (a może raczej wykrzyknikiem dla cywilizowanego społeczeństwa) staje się prawo łowieckie, mające na celu wyłącznie jedno: zaspokojenie interesów niewielkiej, bo na tle 37 milionów Polaków liczącej zaledwie niespełna 120 tys. obywateli, grupy lobbystycznej, członków Polskiego Związku Łowieckiego. Społeczna, polityczna, ale także etyczna szkodliwość tej ustawy zaskakuje w kraju, którego — deklaratywna — większość społeczeństwa to katolicy, a więc ludzie, którym nieobca powinna być idea humanitarnego traktowania Braci Mniejszych.

Żyję w końcu w czasach, gdy władza, choć nie moim głosem wybrana, lecz zobowiązana do reprezentowania całego społeczeństwa przed światem, pozwala sobie ustami swego ideowego — choć nieponoszącego konstytucyjnej odpowiedzialności — guru ożywiać historyczne resentymenty wymierzone przeciw naszemu sąsiadowi i największemu partnerowi handlowemu, których bezpowrotne zagrzebanie jest w interesie całego narodu i świata; ustami swego ministra głosić, że niegdysiejsze okrucieństwa wyrządzone Polakom przez nazistowskie Niemcy odbierają dzisiejszym demokratycznym Niemcom prawo do zabierania głosu w sprawach dotyczących naszego kraju, gdy współtworzymy jeden z największych międzynarodowych organizmów gospodarczych i politycznych tego świata; ustami swej premier podszeptywać aluzje, że obiektywizm wypowiedzi jakiegoś euro-polityka może być zachwiany przez fakt, że otrzymał on odznaczenie z rąk poprzedniego Prezydenta Polski; w końcu ustami swej aktywnej działaczki parlamentarnej, swoistej „enfant terrible” polskiej sceny politycznej, wygłaszać sugestie, by Polacy bojkotowali produkty pochodzące z kraju za Odrą i to w sytuacji, gdy z tym właśnie krajem wymieniamy czwartą część wytwarzanych u nas dóbr.

Jednak nic nie bierze się z próżni. Bo jeszcze do całkiem niedawna żyłem w czasach, które przecież częściowo zostały stracone, a czasy dzisiejsze są wszak plonem zasianego w poprzednim sezonie ziarna.

Żyłem w czasach, gdy porywający niegdyś tłumy przywódca porzucił swą nawę rok przed wyborami, by objąć fotel szefa Rady Europejskiej, pozostawiając władzę w rękach pozbawionej wyrazu następczyni, której nie starczyło ani charyzmy, bo pociągnąć za sobą naród, ani nawet siły, by zmobilizować własną formację polityczną.

Żyłem w czasach, gdy rządząca koalicja nie zdobyła się na postawienie przed trybunałem stanu swych poprzedników odcinając im skutecznie możliwość powrotu na salony władzy, mimo że uzasadnienie podjęcia takich kroków było więcej niż oczywiste.

Żyłem w czasach, gdy dokonano bezprecedensowego zamachu na moje i innych rodaków fundusze zgromadzone w OFE, podczas gdy niewiele wcześniej ustami głównego doradcy premiera zapewniono nas, że kapitał tam zgromadzony jest nienaruszalny.

Żyłem w czasach, gdy na ministerialnych fotelach tolerowano nieudaczników, którzy całym swym działaniem potwierdzali tylko jedno – że nieźle wyglądają, wzbudzając tym narastające wzburzenie całych grup społecznych, na przykład pacjentów.

Żyłem w czasach, gdy zamiast odciąć się chirurgicznym cięciem od zajętych gangreną kończyn i spalić je na przykładnym stosie historii, tułów koncentrował się bardziej nad kwestią kto i dlaczego nagrał, a nie na tym, co i kogo nagrano.

Żyłem w czasach, gdy zaprzepaszczono możliwość zagwarantowania prawdziwej neutralności światopoglądowej państwa, gdy poprzez podpisanie tzw. Protokołu Polsko-Brytyjskiego zatracono szansę zagwarantowania kompletu praw podstawowych, gdy dzięki irracjonalnym i ksenofobicznym obawom nie wykorzystano szansy na włączenie mniejszości do życia społecznego spychając je na margines „tolerującego milczenia”, gdy przez ośmioletnie zaniedbania w systemie edukacji utracono — być może bezpowrotnie —  szansę wychowania społeczeństwa obywatelskiego, światłego ekonomicznie i wyposażonego w wiedzę stanowiącą podwalinę mądrych wyborów. Także tych parlamentarnych.

Jako człowiek w średnim wieku, ciągle jednak wierzę, że jeszcze nie jest za późno. Dlatego patrząc Wam w oczy mówię – obudźmy się. Nie czas na sen. Czas na działanie.

Tomasz Sutarzewicz

Obywatelska Kontrola Wyborów
Wypełnij formularz zgłoszeniowy online i obserwuj przebieg wyborów tam, gdzie mieszkasz. Demokracja jest silna Twoim zaangażowaniem. Nie czekaj.


Projekt ustawy
o fladze Unii Europejskiej

Chcesz wywrzeć większy nacisk na Sejm? Podpisz się odręcznie pod projektem ustawy o fladze Unii Europejskiej!


Pocztówka do premiera

Fanpage społecznościowy
Więcej na ten temat

 

kodziarnia

wre 

koduj24.pl

Dekoder Biuletyn KOD

 

Początek strony