KOD im. Władysława Bartoszewskiego

Ostatnimi czasy wydarzyło się wiele rzeczy, które nie mieszczą się w „praworządnych” głowach. Zaistniał nieuporządkowany szum medialny. Można się pogubić w tym pisowskim bełkocie, zwanym przez jedynie słuszne media „debatą publiczną”, zatem wypunktuję.

Na wstępie kategoryczne zastrzeżenie. Poniższa nieprawomyślna treść to wyłącznie moja ocena. Skonstruowana w oparciu o niszowe twierdzenia zdecydowanej większości profesorów, doktorów i praktyków prawa. Innymi słowy, jest to zdanie obecnie kompletnie nieuprawnione. Kto to bowiem widział, żeby o prawie śmieli mówić prawnicy?

 

1. 20 czerwca 2017 urząd ds. stwierdzania zgodności wszystkiego z wolą suwerena (z Żoliborza), który zastąpił najwyższy sądowy organ Państwa Polskiego, znany kiedyś pn. Trybunał Konstytucyjny, zebrał się w swoim najlepszym składzie (sami pisowscy nominaci), by przygotować grunt dla ziobrowskiej „reformy” KRS, czyli stwierdzić, że regulacje dotychczasowe są złe. Zadanie wykonano. Dokonano zatem rzeczy prawnie karkołomnej. Członkom w/w gremium należy się wielki podziw.

2. Miałem nieprzyjemność wysłuchać uzasadnienia tej opinii na żywo - tuż pod siedzibą w/w organu pisowskiej władzy. Jedliśmy wówczas ciasteczka i popijaliśmy je kawą. Po wysłuchaniu, zgromadzeni w Al. Szucha - nie wiedzieć czemu - poczęli skandować słowo „bełkot!”.

3. Nasze ustalenia miały dokładnie taką samą moc prawną, jak te uzasadniane.

4. Pisowski, pozakonstytucyjny urząd stwierdził wiele rzeczy. Najważniejsze jednak, że z iście piotrowiczowską troską o tzw. „ład konstytucyjny” pochylono się nad prawami wyborczymi sędziów. Omnipotentne gremium ustaliło, że sędziowie to właściwie tych praw dotychczas za bardzo nie mieli. Toteż dotychczasowa ustawa o KRS narusza konstytucyjną zasadę równości i jest (uwaga) niezgodna z Konstytucją!

5. Resztę ustaleń pozwalam sobie bezczelnie przemilczeć. Dostrzegam w
nich bowiem jeszcze mniej znaczenia.

6. W związku z powyższą konstatacją „urzędu”, pisowcy zyskali „argument” dla swojej „reformy”.

7. Trzeba natychmiast rozwiązać ten niedemokratycznie wybrany (konstytucyjny) organ i ustawą (bo przecież nie zmianą Konstytucji) powołać zupełnie nowy. Taki prawy i sprawiedliwy. Żeby Polska była Polską.

8. W swoim zachwycie nad tym wiekopomnym rozstrzygnięciem ani pisowcy, ani prawomyślne media słowem nie wspominają o tym, że wśród prawników już bardzo dawno temu zrodziła się pewna podstawowa wątpliwość...

9. (dygresja) My tak mamy, że znamy Kodeks postępowania cywilnego. Uczyliśmy się tej nieszczęsnej procedury. To takie reguły gry - dla wszystkich uczestników procesu mają być takie same. Oczywiście, jakiś prawnik to kiedyś wymyślił. Kompletnie - jak się okazuje - bez sensu. Podejrzewam w ogóle, że prawo rzymskie też jest niezgodne z naszą Konstytucją. A już na bank z „dobrem Narodu”. Wróćmy jednak do tego k.p.c.

10. Tam jest taki jeden „głupi” przepis. On bezczelnie mówi, że nie ma wyroku (słynne „non est”), jeśli skład sędziowski jest „sprzeczny z przepisami prawa”. Art. 379 pkt 4 k.p.c.

11. W składzie siedziało 3 prawidłowo wybranych sędziów TK i dwóch panów, którzy prawidłowo wybrani nie zostali. Dzięki wyrokowi TK (temu opublikowanemu dosłownie wszędzie, nawet na elewacji KPRM, tylko nie w Dzienniku Ustaw) jest jasne, jak słońce w południe na równiku, że udział panów Morawskiego i Muszyńskiego w wydawaniu czegokolwiek przez TK jest „sprzeczny z przepisami prawa”.

12. Ten „wstrętny” przepis ma tytuł „nieważność”. Pełnomocnikom procesowym zdarza się go lubić. Służy bowiem do uchylania wyroków w sądach odwoławczych. A zdarza się, że tego wymaga dobro naszego klienta. Rzadko się to zdarza. Bo sąd
musi naprawdę wiele zepsuć, żeby faktycznie zachodziła ta nieważność.

13. Tytułem przykładu, sąd musi zrobić dokładnie tak, jak zrobiono to we wtorek 20 czerwca w budynku, na którym złotymi literami napisano „Trybunał Konstytucyjny”.

14. Cały problem polega na tym, że nad TK nie ma już sądu odwoławczego. Wytwory zaś organu, który obecnie Trybunał zastąpił, są drukowane przez pisowską władzę.

15. Nikt dziś nie stwierdzi tej nieważności. Nikt nie ma prawa (nigdy) odmówić publikacji. Znajdujemy się zatem obecnie w miejscu, które -znowu nie wiedzieć dlaczego - niektórzy bezczelnie określają tzw. „eufemizmem prezydenckim”.

Skąd tytuł? Ano stąd, że w sądach siedzą sobie prawnicy. W Najwyższym też. Tak to ktoś kiedyś pokracznie wymyślił. Trochę na zasadzie w szpitalach lekarze, a w warsztatach - mechanicy. Zupełne szaleństwo. Takie niepisowskie fanaberie...

Trafiają do tych sądów różne sprawy. W każdej z nich konkretny sędzia ma obowiązek stosować prawo i orzekać zgodnie z tym burżuazyjnym wymysłem. Żeby Polska była demokratycznym państwem prawnym. Tak bowiem zapisano w przepisie art. 2 tej „nieszczęsnej” Konstytucji.

Podsumowując: „generalnie” nikt nieważności nie ma prawa stwierdzić. Ale w milionach konkretnych spraw sędziowie nie tylko mają to prawo, ale wręcz mają taki prawny obowiązek.

Nie mam pojęcia, jak będzie. Wiem tylko, że to dopiero początek prawdziwego tornada. Przez profesorów, doktorów (bez takiego jednego jedynego) i praktyków prawa to zjawisko określa się oględnie jako tzw. „niepewność prawa”. Przed nami prawna hekatomba. Jej eksplozja dotknie nas wszystkich. Wielokrotnie i z każdej strony. Stało się.

Jacek Różycki
adwokat, KOD Opolskie

/Dekoder Nr 17/

Na ilustracji fragment afisza spektaklu "Upadanie" w reż. Árpáda Schillinga z Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie (premiera: 30.06.2017)

kodziarnia

9 marca 2016 roku
Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok
w sprawie ustawy
o Trybunale Konstytucyjnym przyjętej w grudniu 2015 roku
Sygnatura akt K 47/15
OD TEGO CZASU MINĘŁO DNI:



niepodlegla europejska

deklaracja opolska logo


wre 

koduj24.pl

Dekoder Biuletyn KOD
Wstąp do KOD!

Wspieraj KOD!

Początek strony