KOD im. Władysława Bartoszewskiego

Polska prapremiera „Ty, Hitler” Kristo Šagora w reżyserii Tomasza Kaczorowskiego w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu, to już trzecie w tym sezonie spotkanie z tematami totalizmu w przestrzeni scenicznej opolskiej ziemi. Po „Srebrnym tsunami” w reż. Szymona Kaczmarka traktującym o narastającym demograficznie problemie starości podanym w oparach obozów (chyba koncentracyjnych) dla starych ludzi, przez wyśmienite „Bez znieczulenia” w reż. Piotra Ratajczaka pokazujące mechanizmy totalnego systemu na kanwie osobistych doświadczeń jednostki, otrzymujemy spektakl skierowany do nastoletniego widza, który ukazuje mechanizmy narodzin zła przez pryzmat doświadczeń nie tylko postaci wykreowanych na scenie - rzecz, w zamierzeniu twórców, ma dotknąć przestrzeni osobistej każdej z osób zgromadzonych na widowni.

Prapremiera niemiecka miała miejsce w Mannheim w roku 2015. Po treści sztuki widać, że nasz zachodni sąsiad stale odrabia lekcje z własnej, niechlubnej historii pierwszej połowy XX wieku. Może dla niemieckiego społeczeństwa, na bazie historycznej traumy, które współcześnie tak licznie przyjmuje uchodźców, owa lekcja jest wystarczającą. Czy taką okaże się dla nas, gdy władze zamykają nasz kraj we własnych, dusznych opłotkach, a słowo uchodźca parzy jak rozżarzony do czerwoności węgiel, będąc tylko jednym z licznych objawów narastających zachowań ksenofobicznych, pokaże czas.

Opolska realizacja jest rzeczą nad wyraz grzeczną i stonowaną. W tym sensie wychodzi naprzeciw do wszystkich środowisk rozognionego, polskiego sporu. W warstwie wizualnej stanowi prostą i przystępną w odbiorze opowieść dla młodego widza. Zlepek zapadających w pamięć obrazów prezentowanych na ekranie w scenicznym tle może szokować: na archiwalnych nagraniach widzimy Hitlera bawiącego się z dziećmi, sceny z filmu „Dyktator” Chaplina, bajki Disneya (wspierał idee faszystowskie - to dla nieobeznanych z tematem), dzieci w pasiakach po wyzwoleniu obozu w Auschwitz czy też słynne i mocno dyskutowane w latach 90-tych „Lego. Obóz koncentracyjny” Zbigniewa Libery. Całość dopełniają chwytające za serce nagrania małych dzieci z syryjskiego Aleppo, stanowiąc swoistego rodzaju wyrzut sumienia. Mocne, ciężkie buty rodzące łoskot, czerń aktorskich kostiumów, fotele w narożnikach sceny wyznaczające przestrzeń dla słownego ringu czterech osobistych historii. Każda z nich, jako narastający proces skomunikowany z wyświetlanym obrazem. Każda, z głupia frant, niepozorna, zwyczajna jakich wiele, ale zawsze ocierająca się o krytyczny moment, w którym dochodzi do przewartościowania, pauzy, poza którą, jak na szachownicy zamiast „szach”, pada hamujące „Ty, Hitler” - cisza. Następna opowieść, następna scena.

Infantylizm zabawy, sceniczne klocki lego, powierzchowność, brak doświadczenia oraz podatność na skrajne ideologie, poszukiwanie własnego „ja”. To wszystko są cechy, które można przypisać do lat młodzieńczych właściwie każdego człowieka. Miarą upadku w zło mogą się stać drobne cechy osobowościowe, niska samoocena, chęć własnego dowartościowania, potrzeba uznania w towarzystwie, chorobliwy i narcystyczny egoizm, beztroskie szermowanie pojęciami poprzez nadawanie im odwrotnych znaczeń do rzeczywistych. Całości ludzkiego jestestwa dopełnia czysta, niczym niezapisana tablica, z którą człowiek przychodzi na świat. Umiejętności jej rozważnego zapisu, w myśl powszechnie szanowanego łacińskiego dekalogu, człowiek zawsze nabywa w kontekście społeczno - politycznego krajobrazu czasów, w których żyje. W kontekście historii rozpatrywanej nie w sposób nacjonalistyczno - wybiórczy (patrz tragiczne losy „żołnierzy wyklętych”), a całościowo, ciężar kształtowania młodych obywateli zawsze ciąży na strukturach państwa oraz na rozsądnej polityce oświatowej, która z imienia czarne nazywa czarnym, a białe białym, bez chowania głowy w piasek nacjonalistycznej tromtadracji.

„Ty, Hitler” z Teatru Kochanowskiego w Opolu, to zaledwie cztery opowieści w doskonałym i zaangażowanym aktorsko wydaniu (Karolina Kuklińska, Andrzej Jakubczyk, Karol Kossakowski, Krzysztof Wrona), lecz piąta opowieść, potencjalnie tkwi w każdej z osób na widowni. Jako że spektakl adresowany jest do młodego widza, warto te potencjalne opowieści zestawić na linii nastolatek - dorosły. Zapewne będzie to rolą pedagogów, by na lekcji teatralnej, poświęconej rzeczonej sztuce, takie opowieści wydobyć, zestawić, omówić i kto wie, być może podać dalej.

Moja osobista opowieść, z racji na poły już zapisanej, własnej tablicy, zawiera relacje z dorocznych, jesiennych wizyt w Auschwitz. Ostatniej już nie było, kolejnej też nie będzie. Codzienność, która mnie osobiście od kilkunastu już miesięcy dotyka, nie pozwala mi być tam bez głębszej emocji, w tym miejscu wielkiej śmierci, potężnego zła, którego duchy, niczym mickiewiczowski Zły Pan, wracają w realnych gestach. Na przestrzeni kilkunastu ostatnich miesięcy wielokrotnie doświadczyłem złego słowa kierowanego w moją stronę zarówno w portalach społecznościowych, jak i na ulicy, w realnym świecie. Byłem też opluwany, popychany, wyzywany. Nie raz przekręcano moje słowa, nadając im odwrotny sens, poprzez ich montaż lub kontekst. Wszystko za, wydawać by się mogło, normalne w demokratycznym kraju poglądy, za domaganie się przestrzegania przez najwyższe władze państwowe Konstytucji RP.

Ze smutkiem spoglądam w stronę przedstawicieli polskiego rządu, którzy nie reagują na liczne, jak kraj długi i szeroki, niepokojące poczynania skrajnych środowisk narodowych. Ten, kto nie piętnuje zła, staje się współwinnym kształtowania owego mroku, który coraz szerzej pokrywa kraj. Ten, kto bazuje na niskich instynktach, czy opacznie rozumianym patriotyzmie, w ramach scenicznego hasła - ostrzeżenia „Ty, Hitler”, powinien wsłuchać się w słowa prof. Barbary Skargi: „Ale dlatego właśnie ja rozróżniam tą postawę od uczucia, bo uczucie, niestety, zaczyna olbrzymieć i wyradzać się. To się robi uczucie, które zaczyna być fałszywe. Tak jak bywa miłość do dziecka fałszywa i miłość mądra. Otóż, miłość mądra do dziecka myśli o tym, żeby to dziecko wychować na przyzwoitego człowieka. Miłość głupia, ślepa, gotowa w ogóle nie ingerować, tylko szukać dla tego dziecka przyjemności. Oczywiście tak nie jest, jeśli chodzi o patriotyzm. Ale patriotyzm zaślepiony, widzi wszystko to, co jest w tym kraju, w tym narodzie, za cudowne, za piękne, za wspaniałe. Jest z tego dumne, a jednocześnie nie dopuszcza momentu krytyki. Po prostu zachłystuje się tą swoją miłością, i chciałoby, i chciałoby się wtedy, i to jest rzecz chyba naturalna, zamknąć ten kraj w ścisłych granicach. Jak to mówią pozytywiści - w opłotkach, zaściankowości, prawda? Bo wszystko to, co obce, jest wrogie”.

W powyższym kontekście z trwogą spoglądam na zaniedbania oraz liczne zaniechania rządu, wybrzmiewające po wielokroć na przestrzeni ostatniego czasu z ust jego prominentnych polityków, także względem ziemi opolskiej, gdzie nierozważnymi poczynaniami, słowami, próbuje się zburzyć wszystko to, na co lokalne społeczeństwo pracowało przez dziesięciolecia. Prezes rządowej TVP, Jacek Kurski, goszcząc na KFPP Opole 2016, raczył w kontekście przetaczających się przez Opole protestów społecznych, nazwać mieszkańców Opolszczyzny „obcokrajowcami”, za co został permanentnie wygwizdany. Co i rusz przez prawicowe media przetaczają się slogany o ukrytej opcji niemieckiej, a zarazem w lutym 2017, w ramach 94. rocznicy powstania I Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech (Rodło), odprawia się na opolskim Placu Wolności państwowe obchody z apelem smoleńskim w tle. Pomysłodawcą nazwy „Rodło” dla określenia symbolu Związku Polaków w Niemczech i współprojektantem jego znaku graficznego był przecież powszechnie szanowany senator Edmund Osmańczyk, który w swoim debiutanckim tomiku wierszy z 1937 roku pisał: „Paszport mam niemiecki, serce polskie. Ani nacjonalistą, ani komunistą, ani faszystą, ani socjalistą, ani narodowcem, ani państwowcem, ani też żadnym „...istą” czy „...owcem” nie jestem. Jestem Polakiem”.

„Czy nienawiść rodzi się z krzywdy? Bywa tak, że człowiek, który doznał niesprawiedliwości, przemocy, jakiegoś zła, którego nie jest w stanie przezwyciężyć, zaczyna nienawidzić. Tę gwałtowną reakcję można zrozumieć, trudniej ją usprawiedliwić. Ilu ludzi cierpiało podczas wojny, a jednak potrafili przezwyciężyć żal, wybaczyć. Toteż nie w każdym skrzywdzonym rodzi się mściwość. Zemsta zresztą nic nie daje, prócz chwilowej złudnej satysfakcji, jest bowiem odpowiedzią niesprawiedliwości na niesprawiedliwość, zła na zło. Ten więc, kto ma poczucie swego Ja, kto nie chce się zniżać do tych, którzy zło czynią, nawet gdy dotknęło go straszne nieszczęście, potrafi je zapomnieć, oddając sąd nad nim w ręce prawa. Krzywda jest raczej pretekstem dla tkwiącej w człowieku złości” - pisze prof. Barbara Skarga.

Przywołuję te słowa w ramach moich rozważań po spektaklu „Ty, Hitler”, wspominając zarazem niedawną wizytę Prezydenta RP na ziemi opolskiej, którą odbył celem oddania hołdu żołnierzom z oddziału „Bartka” (zamordowani przez UB na leśnej polanie pod jedną z miejscowości w powiecie strzeleckim). Wówczas to, społeczni działacze ubolewali, „że w planie Pańskiej wizyty zabrakło wielu ważnych miejsc i ważnych spotkań. Miejsc i spotkań, które mogłyby skłonić Pana do refleksji”. Kończąc ów list otwarty do głowy państwa, pisali: „Ale jest jedno ważne miejsce, które Pan odwiedzi. To Góra św. Anny z ukochanym przez wszystkich Ślązaków sanktuarium i z Pomnikiem Czynu Powstańczego - ważnym symbolem polskości tych ziem. Będąc tam, niech Pan zwróci uwagę na jeszcze jeden obiekt. Tuż obok. To wykuty w skale przez nazistów monumentalny amfiteatr. Niech Pan, patrząc na tę budowlę, pomyśli o tamtych czasach. O Republice Weimarskiej i o prezydencie Paulu von Hindenburgu, który miał stać na straży ówczesnej konstytucji. Nie obronił konstytucji, ani demokracji. Historycy usprawiedliwiają go nieco, mówiąc o jego fatalnym stanie zdrowia, momentach utraty świadomości… Pan jest młodym, sprawnym fizycznie i intelektualnie doktorem prawa. Niech Pan spojrzy na ten ogromny i równocześnie budzący grozę amfiteatr. Niech Pan pomyśli do czego może prowadzić łamanie konstytucji, zamach na niezależność sądownictwa i trójpodział władzy. Niech Pan pomyśli i wyciągnie właściwe wnioski. Odwagi, Panie Prezydencie”.

Od siebie, dodałbym wizytę w jeszcze jednym, niesławnym miejscu, gdzie wszelkie odcienie zła zaznaczyły swoją obecność. Jest to Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu, dokumentujące pozostałości po obozach jenieckich, które funkcjonowały w Lamsdorf w czasie wojny francusko-pruskiej, pierwszej oraz drugiej wojny światowej. W latach 1945-46 funkcjonował tu Obóz Pracy w Łambinowicach jako „obóz przesiedleńczy”, w którym przetrzymywano Ślązaków i Niemców czekających na przymusowe przesiedlenia w głąb Niemiec. Bywało, że do obozu trafiały także osoby deklarujące narodowość polską (żołnierze armii Andersa, którzy wstąpili do niej po dezercji z Wehrmachtu, do którego wcielono ich wcześniej); zdarzało się, że do obozu trafiały omyłkowo osoby - wśród nich jednym z najbardziej skrajnych przypadków był Alojzy Zdebel (wcześniej więzień obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen-Gusen). O smutnych wydarzeniach na terenie obozu przeczytałem w książce Magdaleny Grzebałkowskiej pt.: „1945. Wojna i pokój”. W rozdziale pt.: „Nie jesteśmy przecież Niemcami”, autorka relacjonuje represje wobec osadzonych w obozie i pospolite zabójstwa, które w największym wymiarze miały miejsce w początkowym etapie funkcjonowania obozu, gdy jego komendantem był Czesław Gęborski. Na jego rozkaz m.in. 4 października 1945 zginęło od 44 do 48 osób, do których kazał on strzelać strażnikom, kiedy osadzeni próbowali ugasić pożar pustego baraku; dalszych kilka osób zmarło potem od ran i obrażeń odniesionych podczas akcji gaśniczej i od postrzałów. W wyniku podjętego po latach śledztwa, w procesie wytoczonym Gęborskiemu w roku 1999, polska prokuratura zdecydowała się postawić mu zarzut zabójstwa 35 osób podczas tej akcji. Proces umorzono w 2006 roku z powodu śmierci oskarżonego (podaję za esencjonalnym wpisem w Wikipedii).

Przywołane powyżej przykłady osobistych podróży przez historię oraz literaturę faktu, jednoznacznie skłaniają do myśli, że potomkowie ofiar XX-wiecznych totalizmów w trzecim ledwie pokoleniu od pandemonium wojny, zyskują potencjał stawania się katami w nie mniejszym stopniu, niż to było wówczas. Źle, bądź jednostronnie czytana historia oraz upamiętnianie ofiar, postaci tragicznych, różnobarwnych życiorysów z czasów, które zwyczajnie były trudne, przez kalkę nacjonalizmu ubranego w prosty szablon ideologiczny oraz nierozważne słowa czy czyny polityków, mogą ponownie prowadzić w miejsca niebezpieczne. Totalizmy nie rodzą się z nacji, rodzą się z człowieka.

Jak pisze Maria Janion (historyczka literatury, idei i wyobraźni, wybitna znawczyni polskiego i europejskiego romantyzmu, charyzmatyczna nauczycielka akademicka) już na pierwszych kartach swojej „Niesamowitej Słowiańszczyzny”: „Miał rację Stanisław Lem, pisząc z rozgoryczeniem pod znamiennym tytułem Szachownica bez szachów, że nasza współczesna kultura jest „szalenie spłaszczona”, cechuje ją „kompletna amnezja” w stosunku do przeszłości, a literatura została zepchnięta w kąt. Przyznaje, że kiedyś, gdy przychodzili do niego aspiranci do twórczości literackiej, radził im, by uciekali do biznesu albo informatyki. „Nie byłbym dziś tak radykalny” - wyznaje. Nie ma komu podejmować „najcięższych tematów”, jak sam je nazywał, jakby strach i bezwolność opanowały prawie czterdziestomilionowy kraj. (…) Dokonał się rzeczywisty powrót ujednolicenia, a kapitał komunikacyjny został zredukowany do postaci zbioru gotowych formuł, graniczących z banałami. Brak odkrywczości wypowiedzi uznany został za pożądaną normę. Porozumienie społeczne w istocie jest bardzo powierzchowne, a nawet pozorne, gdyż nie wsparte nawet elementarną wiedzą humanistyczną o różnorodności świata, co stanowi fundament demokracji. „Efekt bierności” - tak określa Czapliński to, co cechuje literaturę w naszym „czasie normalnym”. „Ideologia niezmienności wprowadza uczestników kultury w komunikacyjne znieruchomienie”. Medialna potoczność zalewa wszystko, a literatura oddaje we władanie nijakości - jak pisze Czapliński - to „pole sztuki, na którym walka toczy się o społeczną uwagę, przyznawaną w zamian za odkrywanie nowych form opisu rzeczywistości”. Chodzi przede wszystkim o kreację oryginalnego języka artystycznego, a tymczasem w literaturze panuje tak zwany realizm medialny, naśladujący w istocie reportaże telewizyjne. (…) Czy humanistyka chce i może – co jest nakazem chwili – stworzyć alternatywną opowieść? Mamy poczucie, że polskie stare narracje powielają wzory mesjanistyczno - martyrologiczne, które, owszem, znajdują posłuch, ale na zasadzie inercji poznawczej i przywiązania do stereotypów. Procesy zaborczego skolonizowania Polski w XIX i XX wieku oraz przeciwstawne im Sienkiewiczowskie marzenia o kolonizowaniu innych wytworzyły nieraz paradoksalną polską mentalność postkolonialną. Przejawia się ona w poczuciu bezsilności i klęski, niższości i peryferyjności kraju oraz jego opowieści. Temu dość powszechnemu odczuciu niższości wobec „Zachodu” przeciwstawia się w obrębie tego samego paradygmatu mesjanistyczna duma w postaci narracji o naszych wyjątkowych cierpieniach i zasługach, o naszej wielkości i wyższości nad „niemoralnym” Zachodem, o naszej misji na Wschodzie. Taka opowieść jest zamkniętym kołem niższości i wyższości, które przeradza się w narodową figurę totalnej niemożności i wiecznej szarpaniny między „europejskim pozorem” (który może wcale nie jest pozorem) a „polską prawdą” (którą podejrzewa się o to, że nie jest absolutem)”.

W kontekście myśli Janion, czternaście cech faszyzmu przywoływanych za Umberto Eco w programie do spektaklu „Ty, Hitler”, nabiera cech pojemnościowych pomiędzy Odrą, a Bugiem, co w sumie przeraża.

Kochanowski, spektaklem „Ty, Hitler” w reż. Tomasza Kaczorowskiego, wpisuje się tym samym we frazę Słowackiego z Lilii Wenedy: „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”. Na imprimatur dla spektaklu „Ty, Hitler” ze strony Opolskiego Kuratorium Oświaty, zajętego wdrażaniem chaosu w szkołach, raczej bym nie oczekiwał. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak dołączyć do słów zarówno Iwony Kłopockiej z Nowej Trybuny Opolskiej, która zachęca nauczycieli do prowadzenia na spektakl klasa za klasą, jak również Martyny Friedli z Gazety Wyborczej Opole: „Warto zobaczyć i dać się uczulić”.

 

Mateusz Rossa
20.02.2017

 

Ty, Hitler
reż. Tomasz Kaczorowski
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Premiera: 18.02.2017

 

Obywatelska Kontrola Wyborów
Wypełnij formularz zgłoszeniowy online i obserwuj przebieg wyborów tam, gdzie mieszkasz. Demokracja jest silna Twoim zaangażowaniem. Nie czekaj.


Projekt ustawy
o fladze Unii Europejskiej

Chcesz wywrzeć większy nacisk na Sejm? Podpisz się odręcznie pod projektem ustawy o fladze Unii Europejskiej!


Pocztówka do premiera

Fanpage społecznościowy
Więcej na ten temat

 

kodziarnia

wre 

koduj24.pl

Dekoder Biuletyn KOD

 

Początek strony