Dookoła nas uprawiana jest żonglerka pojęć: polskość , katolicyzm, patriotyzm… Partyjne, wyznaniowe, światopoglądowe, obyczajowe nakazy i zakazy, niszczą nas jako nację, a tworzą rozwścieczoną tłuszczę.

Czy  schorowany, stary, no powiedzmy mocno starszy człowiek, może jeszcze zabierać głos w sprawach publicznych? Czy powinien schować się przed ludźmi, klepać bez zrozumienia pacierze i rozpamiętywać, jeżeli jeszcze potrafi, swoje  życie? Czy wolno mu mieć swoje zdanie o polityce i politykach, gospodarce i za nią odpowiadających, kulturze i ją tworzących, w swoim kraju? Czy może mieć swoje zdanie o kościele, jako wspólnocie wierzących  i o kościele hierarchicznym administrującym życie wiernych? Sam sobie odpowiem – mogę, dopóty o własnych siłach oddycham, jem, wypróżniam się i płacę podatki – jestem Polakiem i wszystko dotyczące Polski i życia w Polsce jeszcze mnie dotyczy. Nie pozuję na filozofa, znawcę życia, proszę więc mi wybaczyć jeżeli trącić to będzie mędrkowaniem, ale o niektórych sprawach inaczej nie potrafię. Nie potrafisz nie pchaj się na afisz! Ale spróbuję.

Prawdziwa historia, a nie ta tworzona pod potrzeby panujących w danej chwili, jest fundamentem każdego państwa. Zafałszowywanie jej nigdy nikomu, a szczególnie krajowi, dobrze nie służyło. Nie mam zamiaru odnosić się do czasów Mieszka, do chrztu, do tamtych ludzi tworzących podwaliny Polski. Pozostańmy przy minionym stuleciu. Ostatnio nasze świeżo wybrane władze forsują upamiętnianie „żołnierzy wyklętych”. Walczyli o wolność, taką jakiej chcieli, ale walczyli o nią często z innymi Polakami którzy wolność inaczej sobie wyobrażali. Nie mnie ich oceniać. Zapomina się jednak, ba wręcz poniża, nie powiem opluwa, tych którzy dotarli tu ze wschodu walcząc z hitlerowcami. Wiem, przyszli z Armią Czerwoną, ale z kim do cholery mieli tu przyjść, wcześniej ich wywieziono na Sybir, a sowieci dali im broń. Walczyli o Polskę walcząc o swoje życie. Nie w głowach im były rozgrywki polityczne, oni chcieli wrócić. Jakoś dziwnie cicho i niejednoznacznie wypowiadają się obecnie panujący o Armii Krajowej. Czyżby IPN miał w zanadrzu jakieś teorie o zdrajcach AK-owcach? Czyżby posłowie PiS z Macierewiczem na czele chcieli znowu tworzyć odziały wyklętych? Oby nie były to oddziały przeklętych. Będzie kłopot z nazwą, bo teraz wyklęty i przeklęty jest każdy, kto nie z Kaczyńskim i Michalikiem. Wygląda na to, iż będziemy mieć nową historię tworzoną na potrzeby PiS. Zamazywanie świeżej jeszcze przeszłości ma kreować nowych bohaterów. Są nowi bohaterowie wojenni, są zdrajcy, nowi powojenni też się znajdą.. Wałęsa – zdrajca który z kolesiami przy pomocy Kiszczaka i Jaruzela przehandlował kraj na rzecz nomenklatury oraz Niemiec i Rosji. Na szczęście czujny, nawet nie pozwolił się internować, Jarosław Kaczyński nie dopuścił, tak wtedy jak i teraz, do całkowitej ruiny. O takim drobiazgu związanym z rozwojem, jak ciągłość w tworzeniu gospodarki państwa i jego instytucji nie warto mówić, bo teraz będzie lepsze, będzie DOBRA ZMIANA .

Podwaliny nowej Polski budowano wcześniej. Okres międzywojenny był zbyt krótki, aby osiągnąć wiele, ale to co zrobiono, budzi wielki szacunek. Gdynia- port, Centralny Okręg Przemysłowy – obejmujący 44 powiaty i 6 mln ludzi, to sztandarowe osiągnięcia gospodarki w tamtym okresie. Wojna! Po wojnie wielkie migracje i ruina. Tym, co teraz napiszę podpadnę wielu osobom. Nie możemy przekreślać osiągnięć tzw.  gospodarki socjalistycznej. Pomimo uwarunkowań politycznych jak i gospodarczych w jakich byliśmy i tak stosunkowo szybko rozwijaliśmy się. Nie wolno potępiać w czambuł tych dokonań. Rok 1972 był dwudziestym szóstym po wojnie. Z kompletnych zniszczeń udało się w tym czasie podnieść gospodarkę polską na dość przyzwoity poziom. Blokowiska nie zapewniały komfortu, ale dały mieszkania milionom. Teraz też upływa 26 lat od wyborów czerwcowych. My mamy teraz pomocowe pieniądze z UE oraz dostęp do nowych technologii. Wtedy to my musieliśmy dofinansowywać i dokarmiać wielkiego brata i wielu małych braciszków na świecie. Nie czyniliśmy tego z własnego wyboru – tak zadecydowali nasi przyjaciele w Jałcie. Taka sytuacja była nie do udźwignięcia przez naszą gospodarkę i stanęliśmy w miejscu, ba zaczęliśmy gwałtownie zjeżdżać po pochylni ku krachowi. Ruina kraju była na wyciągnięcie ręki. Solidarność dała impuls do zmian. Potężny, wielomilionowy ruch społeczny wymuszał ustępstwa ze strony partii i rządu. Nastąpiły też zmiany w świecie. ZSRR tracił swoją mocarstwowość, głos polskiego Papieża, gdy mówił o swoim kraju był słyszany na całym świecie. Twarda polityka państw zachodnich, a szczególnie USA wobec Moskwy i determinacja Polaków spowodowały uratowanie nas od klęski gospodarczej.

Nie zapominajmy, że strona partyjno – rządowa, z oporami, ale przystąpiła do rozmów o zmianie systemu politycznego w kraju. Wszystkie te czynniki spowodowały, moim zdaniem, bezkrwawy przełom. Partie polityczne i ugrupowania rządzące mogą być różne, ważne aby potencjał kraju ciągle się rozwijał. Rewolucyjne pomysły i ciągłe chodzenie od płota do płota, w ostatnim 26 – leciu, opóźniło tempo naszego rozwoju pomimo zauważalnych, korzystnych przemian. Sukcesem jest stworzenie podstaw demokracji, wejście do NATO i UE. Bardzo obawiam się nowych pomysłów na Polskę obecnej ekipy i „dzielnie” wspierającego go episkopatu . Motorem napędowym, tych naprawdę rządzących jest nienawiść do poprzedników, a szczególnie do Tuska .

Pozdrawiam serdecznie, z nadziejami na normalność.

Kazimierz Misztal